Blog Prawo karne

Case study - jak pozyskałem swojego pierwszego inwestora

13 września 2016 / Kategoria: Startup i New Business
przedsiębiorca
Szymon Wierzyk

Planując ten tekst zastanawiałem się, do czego mógłbym porównać relację przedsiębiorca – inwestor. Doszedłem do wniosku, że współpraca z osobą inwestującą w nasz pomysł, w nasz biznes, a więc w konsekwencji też po trochę w nas samych, przypomina czasami…małżeństwo. W tym artykule nie zamierzam snuć bajek, dlatego relację startupu z inwestorem przybliżę na przykładzie mojej firmy. Opowiem o tym w jaki sposób skontaktowaliśmy się z inwestorem po raz pierwszy, jak zaczęliśmy budować relację i wreszcie jak stworzyliśmy wspólny biznes.

Ktoś musi zrobić pierwszy krok

W Internecie są setki, jak już nie tysiące poradników z cyklu „Jak zdobyć inwestora”. W większości z nich autorzy sugerują przedstawienie swojego pomysłu na konferencjach startupowych. Z czystym sumieniem mogę polecić ten pomysł – nawet jeżeli w ten sposób nie uda Ci się pozyskać zainteresowanego inwestycją partnera to z pewnością wyjedziesz z nich z mnóstwem kontaktów, które prędzej czy później zaowocują. Inne poradniki mówią o wysyłaniu swojego zgłoszenia (ang. pitch deck) do funduszy inwestycyjnych. W rzeczywistości istnieje wiele sposobów na zainicjowanie kontaktu z inwestorem, które zależą wyłącznie od kreatywności i determinacji pomysłodawców.

W przypadku Carly.pl nie myśleliśmy w pierwszej kolejności o zdobyciu zewnętrznych funduszy. Dla mnie, jako założyciela, najważniejsze było przede wszystkim zbadanie rynku i sprawdzenie, czy w ogóle ktokolwiek byłby zainteresowany moją usługą. Nauczyło mnie tego doświadczenie. Swój poprzedni projekt „położyłem” dość szybko – właśnie z powodu braku podstawowej wiedzy na temat potencjalnych klientów oraz pominięcia etapu weryfikacji, czy ktokolwiek byłby w stanie zapłacić za to, co oferowałem. Niestety w efekcie skończyło się na zaledwie kilku sprzedanych produktach.

Z tej lekcji wyciągnąłem wiele wniosków. Gdy w głowie zrodził się pomysł na Carly.pl wykonałem dziesiątki telefonów do salonów samochodowych z pytaniem, czy byliby zainteresowani takim projektem. Z drugiej strony pytałem potencjalnych użytkowników, czy chcieliby korzystać z tego typu usług. Dodatkowo zacząłem chodzić na szkolenia, czytać publikacje na temat sprzedaży, pozyskiwania pierwszych klientów i budowania MVP. Słowem - wiele się uczyłem. Pewnego razu zapisałem się na warsztaty prowadzone przez wrocławskiego inwestora na temat budowania startupów. Na pierwszych zajęciach prowadzący zadał nam pytanie: „Kto przyszedł tutaj tylko słuchać i się uczyć, a kto ma jakiś pomysł na biznes i chciałby się nim podzielić ze wszystkimi?”. Wtedy pomyślałem, że nie będzie lepszej okazji na przetestowanie swojej idei niż przedstawienie jej znanemu przedsiębiorcy w obecności, być może, moich przyszłych klientów.

Pierwsza randka

Na pierwszej randce każdy chce wypaść jak najlepiej, to oczywiste. Podobnie sytuacja wyglądała w przypadku relacji z inwestorem. Stres związany z zaprezentowaniem się przed kimś jest na tyle duży, że musisz być perfekcyjnie przygotowany. Musisz wiedzieć, co robisz, dla kogo i jak chcesz w ten sposób zarabiać. Dzięki temu, że mieliśmy już przeprowadzony research i zarysowany plan działania, prezentacja na warsztatach okazała się strzałem w dziesiątkę. Po pierwsze wyniosłem z tych zajęć olbrzymią wiedzę, a po drugie prowadzący po jednym szkoleniu zdeklarował się, że jeżeli naprawdę jestem zainteresowany rozwojem mojego pomysłu, to on chętnie wejdzie w ten biznes.

Zanim powiecie sakramentalne „TAK”

Bardzo, ale to bardzo istotną kwestią w relacji startup-inwestor jest, podobnie jak w związkach, chemia.
Jeżeli już od samego początku czujesz, że inwestor nie jest osobą, z którą możesz „przenosić góry” to lepiej zastanowić się, czy samo finansowanie warte jest ewentualnych, późniejszych konsekwencji. W takiej sytuacji warto odłożyć emocje na bok oraz z dystansem przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw” budowaniu firmy z konkretną osobą. Uwierz mi – gdy opadnie hurraoptymizm i początkowa fascynacja projektem, a zaczną się poważne problemy, pierwsze czego będzie potrzebował startup to porozumienie na linii zespół-inwestor i spójnej strategii zarządzania.

W przypadku Carly.pl budowanie relacji na tym polu zaczęło się dość nietypowo od…wspólnego uprawiania sportu, głównie biegania. Osobiście nie przepadam za tą dyscypliną i niejednokrotnie musiałem się zmuszać, aby wyjść z domu, ale robiłem to dla grupy. Zauważyłem, że w perspektywie czasu stworzyło to między nami niesamowitą więź, co z kolei przełożyło się na efekty w pracy.

Podsumowując, nie szukaj inwestora na siłę, a jeżeli już się zdecydowałeś wprowadzić do spółki kogoś obcego upewnij się, że wniesie do niej nie tylko pieniądze, ale i wiedzę. Nie rozsyłaj maili do wszystkich przypadkowych funduszy i aniołów biznesu, na których natkniesz się w sieci. Zrób obiektywną listę tych, którzy mają doświadczenie w podobnych projektach. Dodatkowo zrób research – być może warto nawiązać kontakt z innymi startupami, w których Twój inwestor ma lub miał udziały i zapytać jak układała się ich współpraca.

Powodzenia!

Tagi:

biznes case study przedsiębiorstwo start w biznesie startup

Komentarze (0)

Dodaj

Podobał Ci się ten artykuł? Zapisz się do newlettera!

My też nie lubimy spamu dlatego obiecujemy wysyłać Ci tylko wartościowe treści.

Masz pytanie?

Zadaj je autorom